| Wszelkich informacji na temat leczenia haluksów i palców młotkowatych udziela lekarz zespołu pod nr tel.: 791408840 | 606491844 | 607665567

Pani Joanna

Pani Joanna

Witam,

mam na imię Joanna, mam 54 lata i jestem po operacji palucha koślawego. Ponieważ okres przed operacją był dla mnie stresujący i z wypiekami na twarzy czytałam wszystkie opinie, relacje i wskazówki osób, które już poddały się temu zabiegowi, a które bardzo pomogły mi w podjęciu ostatecznej decyzji, postanowiłam opisać również „moją przygodę” z pozbyciem się ohydnego haluksa.

Nie pamiętam, od kiedy go miałam, chyba od zawsze, ale nie bolał. Sprytnie dobierałam buty, sandały z paskami w odpowiednim miejscu itd. Kupowałam coraz to nowsze i coraz to lepsze (tak przynajmniej mnie zapewniano) aparaty korekcyjne. Zakładałam na noc, ale oczywiście budziłam się bez nich. Najwyraźniej przeszkadzały spokojnie i wygodnie spać. Potem przyszedł czas na wkładki do butów. Miały być hitem, ale nie były.

Wracałam do domu ciągnąc nogi. To był dopiero koszmar. Nie wspomnę już o wydanej na te cudowne aparaty „kasy”. Przez ostatnie dwa lata niestety było coraz gorzej. Ból się nasilał i to nie tylko podczas chodzenia w butach z obcasami. Również podczas uprawiania sportu. Gdy grałam w tenisa, albo biegałam to nie myślałam o grze, lecz cały czas moje myśli koncentrowały się na bólu. Odczuwałam ból połączony z pieczeniem. Bardzo niekomfortowe odczucie. Ostatni rok to już męczarnia.

Sylwester, wesele, impreza to już tylko wejście w pięknych szpilkach, pierwszy taniec (z zagryzaniem warg), a potem zmiana obuwia na wygodne (najczęściej musiały być to stare buty, bo one były „rozczłapane”, więc w miarę wygodne i wtedy można było trochę potańczyć). W pracy zdejmowałam buty pod biurkiem, żeby, chociaż przez moment poczuć ulgę. Zaczęłam dojrzewać do decyzji. Pytałam tu i tam. Rozmawiałam ze znajomymi i znajomymi znajomych. Oczywiście przekopałam Internet.

Nasłuchałam się i naczytałam o operacjach haluksów bardzo wiele i to niestety w większości były to „straszne opowieści”. Straszono mnie koszmarnym bólem, odrastaniem, męczarnią związaną z noszeniem buta, trzymaniem nogi w górze przez 6 tygodni. Ale były też bardzo pozytywne wypowiedzi, które dotyczyły kliniki HalluxCenter w Poznaniu. Szczerze mówiąc nie spotkałam się z krytyką pod adresem właśnie tej kliniki.

Pojechałam na konsultację do dr Kosmowskiego do Poznania. Poświęcił mi dużo czasu wyjaśniając mi konieczność przeprowadzenia zabiegu operacyjnego, opisał go ze szczegółami, z dużą cierpliwością odpowiadając na moje liczne pytania. Podjęłam, więc niełatwą decyzję, bo przecież trzeba liczyć się z długim zwolnieniem lekarskim, ale odkładanie w czasie tej decyzji było bezsensowne.

Nigdy nie jest przecież dobry czas na tak długą absencję w pracy, a odkładanie operacji w czasie spowoduje tylko pogłębianie się deformacji stopy. Rozsądek wziął górę nad emocjami. Przede wszystkim zapoznałam się z wszystkimi informacjami dot. przygotowania do operacji, jej przebiegu oraz postępowania po zabiegu, znajdującymi się na stronie internetowej kliniki. Wszystko jest świetnie opisane, a dr Kosmowski jeszcze dodatkowo dzwoni i udziela rad. To, co mnie zestresowało dodatkowo przed operacją, to poinformowanie przez Pana doktora o ewentualnych powikłaniach pooperacyjnych. Jednak wyjaśnienia lekarza i opis sytuacji, w jakich mogłyby wystąpić były tak dokładne, jak również zapewnienie, że są to bardzo sporadyczne przypadki, uspokoiło mnie.

Przyjechałam do kliniki. Wchodzę, a tu uwaga – wszyscy się uśmiechają, są uprzejmi. Pacjent jest natychmiast zaopiekowany. Zostałam zaproszona do pokoju dwuosobowego. Pięknie, czysto, cieplutko, nowocześnie. Pielęgniarki i lekarze wchodzą, przedstawiają się i witają. Wkrótce przyszli lekarze, którzy mieli mnie operować dr Kosmowski i dr Firlej. Zbadali mi stopę ponownie. Porozmawiali, pożartowali. To mnie bardzo uspokoiło, bo denerwowałam się bardzo. Przecież to w końcu operacja.

Zaproszono mnie do sali operacyjnej. Ściskałam w ręku stopery do uszu wg wskazówek lekarza, żeby nie słyszeć nieprzyjemnych odgłosów podczas operacji (znieczulenie tylko od pasa w dół), ale nie były potrzebne. Dostałam chyba lek uspokajający, ponieważ nic nie pamiętam.

Obudziłam się już po operacji. Czułam się bardzo dobrze. Lekarze nie pozwalają cierpieć. Cały czas pacjent otrzymuje leki przeciwbólowe. Obudziłam się w nocy ok. godz. 3.00. Zaczęłam się czuć bardzo źle, chciałam wymiotować. Zadzwoniłam po pielęgniarkę, która natychmiast się zjawiła i podała mi jakiś cudowny lek i po 5 sekundach czułam się znowu dobrze. Przespałam już potem do rana bez żadnych sensacji. Dr Kosmowski przyszedł rano i zrelacjonował przebieg operacji. Jeszcze raz bardzo cierpliwie i dokładnie udzielił informacji na temat postępowania w najbliższych dniach i tygodniach.

Najbardziej bałam się powrotu z kliniki w Poznaniu do domu (300 km) . Przejechałam jednak trasę bez żadnego problemu. Po drodze byliśmy z mężem w restauracji, bo byłam strasznie głodna, a głód świadczy przecież o tym, że człowiek czuje się dobrze. Stopa bolała mnie przez pierwszą noc mocno, ale ból był absolutnie do zniesienia.

Brałam leki wg zaleceń dr Kosmowskiego. Dawkowanie jest przez doktora dokładnie rozpisane i otrzymuje je pacjent wraz z wypisem ze szpitala. W następnych dniach stopa mnie nie bolała, a przynajmniej nie na tyle, żebym musiała brać leki. Leki przeciwbólowe brałam jeszcze przez dwa dni na noc, ale tak na wszelki wypadek.

Stopa była opuchnięta, ale myślałam, że będzie wyglądała gorzej. Poza tym mimo szwów widać było, że jest ładna, bez wystającej „guli”. Bardzo mi się spodobała. Blizny nie krwawiły. Z butem się zaprzyjaźniłam, spałam w nim też, ponieważ bałam się, że w nocy zapomnę się (wiadomo człowiek „nieprzytomny”) i stanę na tę chorą stopę. But jest wygodny, nie przeszkadza w normalnym funkcjonowaniu. Bywałam i w sklepie i na imprezach czy u znajomych. Tylko trzeba kuśtykać, więc siłą rzeczy porusza się człowiek wolno i to nie jest fajne. Kule odrzuciłam bardzo szybko, brałam je tylko, jak jechałam z mężem do sklepu, jako ochronę przed innymi, zawsze śpieszącymi się ludźmi. Dr Kosmowski w pierwszym tygodniu dzwonił codziennie. Pytał się o zdrowie, jak zawsze spokojnie rozmawiał, reagował natychmiast, kiedy zgłaszałam jakiś problem. W pierwszych dniach lekko gorączkowałam, więc musiałam brać przez 5 dni antybiotyk. Wysyłałam na bieżąco również mailowo zdjęcia stopy i otrzymywałam natychmiast opinię Pana doktora. To bardzo uspokaja, jeżeli człowiek wie, że wszystko przebiega prawidłowo. Mimo odległości czułam, ze nie jestem pozostawiona sama sobie. Opieka nie skończyła się w momencie wyjazdu z kliniki.

Po 6 tygodniach zrobiłam zdjęcie RTG, które następnie wysłałam do dr Kosmowskiego. Dr Kosmowski ocenił zrost bardzo dobrze
i zadecydował o zdjęciu buta i przejściu na normalne obuwie. Obecnie rozpoczęłam rehabilitację i fizykoterapię (pole magnetyczne i hydromasaż). Chodzę jeszcze powoli, duży palec jest trochę sztywny, a przy dłuższym chodzeniu trochę puchnie mi stopa, ale z każdym dniem jest coraz lepiej.

Bardzo pomaga okładanie kompresem z lodu. Robiłam to zresztą przez cały czas rano i wieczorem. Oczywiście jestem nadal w kontakcie mailowym z dr Kosmowskim i zadaję pytania, na które Pan doktor, jak zawsze, cierpliwie udziela mi odpowiedzi. Na pewno jeszcze trochę czasu upłynie, zanim wrócę do pełnej sprawności, ale najważniejsze jest to, że ani przez moment nie żałowałam mojej decyzji, a stopa mimo niewielkiej opuchlizny jest prosta i piękna.

Mam nadzieję, że mój opis pomoże komuś w podjęciu decyzji na TAK i jestem pewna, że nie będzie tego żałował. Powodzenia!

BIULETYN

Akceptację "Politykę prywatności"

Email marketing powered by FreshMail