| Wszelkich informacji na temat leczenia haluksów i palców młotkowatych udziela lekarz zespołu pod nr tel.: 791408840 | 606491844 | 607665567

Pani Jolanta

Pani Jolanta

Mam 52 lata, problemy z haluksami na obu stopach pojawiły się u mnie już w 16-tym roku życia. Na co dzień bardzo mi nie przeszkadzały, ponieważ przyzwyczaiłam się do konieczności używania wygodnego „ rozczłapanego” więc niekoniecznie zbyt modnego obuwiu. Problemy pojawiły się przy ważnych uroczystościach czy imprezach na których miałam ochotę założyć jakieś nowe-modne buty , które zawsze w konsekwencji „bolały”. Również ogrzewanie podłogowe ( wszechobecne w kinach, teatrach, filharmoniach itp.) powodowało że stopy zaczynały boleć, puchnąć i zawsze po jakimś czasie musiałam ukradkiem wysuwać stopy z butów by przetrwać do końca .
Mogłam tak żyć dalej…, ale co to za życie!
Kiedy zaczęłam zwracać większą uwagę na jakość życia, podjęłam decyzje o operacji. Pojawiła się ona wielokrotnie na liście moich noworocznych postanowień ale zawsze trudno było znaleźć odpowiedni czas, szczególnie z uwagi na dość długi okres rekonwalescencji.

Czas decyzji:
-Najpierw określiłam dokładnie porę roku w której moja praca, ze względu na jej charakter, najmniej by odczuła tą absencję.
– rozpoczęłam poszukiwanie kliniki, pierwszym kryterium było to aby „ oddać się w ręce „ ortopedów, którzy się w tym specjalizują i znają nowoczesne metody, które nie spowodują powrotu do tego samego problemu za kilka lat, czyli rozwiązać problem jednorazowo i docelowo.

Czas wyboru:
Sprawdziłam w Internecie możliwości, przeprowadziłam kilka rozmów telefonicznych z różnymi klinikami. Wybrałam HalluxCenter, choć znałam ich wyłącznie ze strony WWW. Po pierwszej telefonicznej rozmowie z lekarzem zdecydowałam, że to właściwy wybór, choć od mojego miejsca zamieszkania do Poznania to ponad 200 km.

Czas akcji:
Większość spraw załatwiłam „korespondencyjne”. Dokładnie czytałam wszelkie zalecenia, instrukcje i informacje ze strony internetowej HalluxCenter i tego się trzymałam.
Zarówno co do badań, leków, jak również pozytywnego nastawienie i wiary, że oddaję swoje zdrowie w fachowe i doświadczone ręce.
Przyjechałam do kliniki kierując się tę instrukcją.
Wskazano mi mój pokój, który miałam dzielić z młodą – 30 letnią dziewczyną, dla której to była w ogóle pierwsza operacja w życiu i bardzo to przeżywała.

Do naszego pokoju weszło dwóch młodych (z mojego punktu widzenia) i uśmiechniętych mężczyzn. Przedstawili się, zapytałam czy to oni będą nas operować ponieważ jeszcze nigdy nie widziałam uśmiechniętego lekarza w pracy, tym bardziej chirurga przed operacją. Tak, to oni mieli nas operować. Byli w dobrych humorach, pewni siebie, spokojni – to się udzielało.

Załatwiliśmy kilka formalności. Ponieważ byłam druga w kolejce, zdążyłam wziąć prysznic i trochę się wyciszyć . Operacja na dwóch stopach u mojej lokatorki trwała ok. 1 godz. Ze zdziwieniem patrzyłam jak ją w wożą uśmiechniętą do pokoju. Zdążyłam jeszcze zapytać o kilka szczegółów zanim przyszła kolej na mnie. Jej odpowiedzi były satysfakcjonujące.

Mimo, że bardzo starałam się zachować spokój i pozytywne nastawienie jednak na sali operacyjnej czułam przyspieszone bicie serca i wypieki na twarzy. Starałam się myśleć o tym, że ta „niedogodność” to po prostu ważny krok w kierunku polepszenie jakości mojego życia- mówiąc w uproszczeniu „krok do lepszego życia” i, że na pewno wszystko się uda. Choć przebijały się tez „czarne myśli” np., że znieczulanie nie zadziała. Zadziałało, ale w czasie operacji zachowałam całkowitą świadomość i słyszałam wszystkie odgłosy operacji- to nie było dla mnie komfortowe. Mojej sublokatorce to się nie zdarzyło, co prawda potwierdziła, że słyszała jakieś przytłumione odgłosy ale jak powiedziała, w ogóle ją to nie obchodziło i nie stresowało.

Moja rada:
Dla przyszłych pacjentów: zakładajcie stopery do uszu (na wszelki wypadek).
Dla HalluxCenter: może powinno się pomyśleć o muzyce na sali operacyjnej lub konkretnie, o słuchawkach z muzyką dla tych pacjentów, którzy nie chcą słyszeć odgłosów operacji?

Po operacji:
Wszystko się udało i również w dobrym humorze wróciłam do pokoju. Tu, pani pielęgniarka, również uśmiechnięta, pilnowała czasu, kiedy znieczulenie przestanie działać, aby rozpocząć podawanie środków przeciwbólowych. Tak więc pierwsza noc po operacji, która miła być najgorsza, minęła znośnie. Moja sublokatorka prawie całą noc przespała. Ja nie spałam, ale nie musiałam bardzo walczyć z bólem. Wszystko było pod kontrolą ze strony personelu.

Powrót do domu:
Nie mogę powiedzieć, że nie bolało. Bolało, przez 3 doby ale zaopatrzona w leki przeciwbólowe musiałam nauczyć się je zażywać w odpowiednich odstępach czasu, aby ból był najmniejszy. W 4-tej dobie przestałam przyjmować leki przeciwbólowe, co nie znaczy że całkowicie przestało boleć, ale ból pojawiła się okresowo i był krótkotrwały więc dało się go spokojnie znieść bez lekarstw.
Na początku chodzenie w obuwiu pooperacyjnym było trochę uciążliwe, dopóki się do tego nie przyzwyczaiły stopy i mięśnie. Później okazało się, że nie jest ono takie złe i nawet można z tego odnieść jakieś korzyli, o których wspomnę później.

Do czasu zdjęcia szwów czułam się chora, a raczej wymagająca pewnej opieki tzn. nie samowystarczalna (mam tu na myśli zakupy, gotowanie itp.)
Po dwóch tygodniach zaczęłam być samowystarczalna, tj.: robiłam zakupy, jeździłam taksówką i środkami komunikacji miejskiej, wróciła do aktywności fizycznej tj. do ćwiczeń, które wykonywałam przed operacją (brzuszki , rower stacjonarny i inne, ale te nie wymagające obciążania stóp) przychodziły mi za łatwością mimo dość długiego leżenia w łóżku. W tym czasie również wybrałam się na dwa koncerty.
Trzy tygodnie po operacji podjęłam próbę prowadzenia samochodu (w butach pooperacyjnych oczywiście) udaną , choć w pierwszym dniu miałam problemy z synchronizacją gazu ze sprzęgłem (skrzynię biegów mam manualną). Również lewą nogę cały czas trzymałam na sprzęgle, jak początkujący kierowcy. Później wszystko szło dobrze i nabierałam wprawy.

Przestroga:
Jeśli zamierzają się Państwo wybrać „na miasto” w obuwiu pooperacyjnym, polecam aby zawsze mieć z sobą jedną kulę, nawet gdy nie jest ona już potrzebna w domu. W mieście można napotkać na nierówności, bruk, skarpy itp., a wtedy z kulą czujemy bezpieczni. W sklepie, na chodniku można spotkać tłok- zamyślonych ludzi, biegające dzieci i psy. Mając kulę jest się bardziej widocznym, ja często używałam kuli do machania nią, jak niewidomy macha laską, aby ochronić stopy przed potencjalnym zderzeniem z innym człowiekiem lub by odgonić psy, które chętnie wąchają gojące się rany ( choć mają z pewności dobre intencje) jednak w tym okresie, jakikolwiek obiekt zbliżający się do stóp w sposób niekontrolowany, powoduje duży niepokój. Tak więc z kulą bezpieczniej!

Korzyści:
Inny aspekt używania kuli to taki, że chodząc w butach pooperacyjnych (specyficznymi drobnymi kroczkami) z kulą jako widocznym dodatkiem zwraca się na siebie uwagę przechodniów i kierowców, na przejściu dla pieszych. Człowiek przestaje być „przezroczysty” (tu panie w „pewnym wieku” zrozumieją o czym mówię). Nagle ludzie zwracali na mnie szczególną uwagę, chcieli pomóc przy noszeniu moich zakupów do samochodu, pytali o operację, mówili o podobnych problemach który ma ktoś z ich rodziny czy oni sami. Zauważyłam, że buty pooperacyjne wyglądają nawet „seksi” w połączeniu ze spodnimi, w których nogawka rozszerza się ku dołowi poniżej kolan.

Podsumowanie:
Nie było cały czas „słodko”: jedna noga gorzej goiła się gorzej od drugiej, bardziej puchła. Trochę to mnie martwiło, ale okazało się to normalne.
Cały czas czułam się pod stałą, dobrą opieką jednego z lekarzy HalluxCenter, który utrzymywał ze mną (prawie codzienny) kontakt, telefoniczny lub mailowy. Wysyłałam kolejne zdjęcia, dzieliłam się wątpliwościami, wysłuchiwałam rad. To bardzo pomagało.

Teraz, gdy już noszę własne obuwie mam silną potrzebę eksponowania moich stóp, po tylu latach ukrywania ich. Choć stopy jeszcze nie są całkowicie sprawne, wiec jeszcze trochę „człapię” i blizny są jeszcze wyraźnie zarysowane, ale i one wydają mi się teraz piękne i wcale nie chce ich ukrywać. Gdy wtajemniczona farmaceutka z zaprzyjaźnionej apteki , widząc mnie w lekkich sandałkach( zbudowanych z kilku cienkich sznureczków) i może trochę ze zbyt jaskrawo wymalowanymi paznokciami u stóp, zapytała czy jestem zadowolona, odpowiedziałam bez wahania; tak, bardzo!
Aż sama się zdziwiłam spontanicznością tej odpowiedzi.